Wizytę w Tuluzie odnotowuję czysto kronikarsko. Krótki spacer, obiadokolacja w restauracji na Placu du Capitole, aspiryna i kołdra naciągnięta pod sam nos. Ech ten kwiecień.
ABY OBEJRZEĆ ZDJĘCIA W ORYGINALNYM ROZMIARZE, KLIKNIJ W WYBRANĄ GRAFIKĘ.












Pogoda w Tuluzie była jeszcze mniej wiosenna niż w Perpignan. Przeziębienie, z którym wyjeżdżałam z domu, w Tuluzie sięgnęło zenitu. Niewiele, a właściwie nic nie mogę powiedzieć o mieście. Może kiedyś tam wrócimy, ale najchętniej w pełni lata.
KONTYNUUJ CZYTANIE – te wpisy mogą Cię zainteresować:
W tym roku planowałam uczcić urodziny Mojej Siostry, objazdem po alzackich miasteczkach. Udało nam…
Skorzystaliśmy dzisiaj z pięknej pogody i dalszego otwierania się granic po pandemicznym zamknięciu…
Gdy w dzień wolny od pracy i obowiązków na niebie pojawia się słońce, zaczynamy się zastanawiać…
Sobotnią listę zwiedzania Paryża otwierała dzielnica Montmartre. Kapryśna pogoda była na tyle…
3 lata i jeden miesiąc, tyle czasu minęło od dnia, w którym ostatnio piliśmy wino w Riquewihr…
Francja a w niej Paryż. Samodzielne zwiedzanie miasta było bardzo przyjemne. Dzisiaj kilka słów…
Ostatnio komentowane